Clipboard08

Moja przygoda z japońskim

Jestem do bólu racjonalną dziewczyną. Wszystko, czego się podejmuję ma jakiś głębszy cel, gdyż nie lubię marnować czasu na coś, co nie daje mi konkretnych, przydatnych efektów. To specyfika tego świata.

Myślałam tak całe życie, by na pierwszym roku powiedzieć sobie – „Dziewczyno, spróbuj czegoś nowego. Masz teraz szansę, spełnij swoje marzenie”. O co chodziło? No właśnie o tytułowy japoński.

Moja fascynacja Krajem Kwitnącej Wiśni zaczęła się już w podstawówce. Jak wielu pasjonatów, rozpoczęłam od mang i anime, aczkolwiek z naciskiem na to pierwsze – pozostało mi to do dzisiaj.  Oczywiście, moja chęć wiedzy szła dalej, czytałam wiele o Japonii, ale nauka języka była bardzo odległym pragnieniem.

Aż tu nagle studia i tyle możliwości!

Wahając się chwilę, plując w brodę, że trochę to głupie, bo co ja potem zrobię z takim japońskim, zapisałam się i przepadłam na cały rok. Z mojego planu „semestralnego spróbowania języka” nie wyszło wiele, gdyż nihongo (nihon – Japonia, go – język) tak mnie wciągnęło, iż zapisałam się już na A2.

Wielokrotnie otrzymywałam pytania na temat japońskiego, niezależnie gdzie wspominałam o mojej małej przygodzie. Postanowiłam zatem zebrać trochę obaw i zdementować je od razu, zachęcając Was tym samym do spróbowania tak egzotycznego języka.

JAK TY ROZUMIESZ TE KRZACZKI?

Warto najpierw zaznaczyć – japońska hiragana i katakana to jedne z najprostszych systemów pisma Dalekiego Wschodu. Pierwszy alfabet był niegdyś pismem kobiet – zamiast kanji – teraz natomiast jest używany do zapisywania końcówek, partykuł, słów, które nie mają znakowego odpowiednika. Hiraganą również są zapisywane podręczniki dzieci oraz obcokrajowców.

Katakana z kolei jest używana przy nazwach pochodzenia obcego, czyli chociażby przy państwach, naszych imionach oraz słowach typu „komputer”, „projektor”.

Oba alfabety są sylabiczne, składają się na nie samogłoski i sylaby – pokrywają się wzajemnie. Jednemu znakowi hiragany odpowiada jeden znak katakany. Ten system zdecydowanie ułatwia naukę, idzie to bowiem zawsze tak samo po kolei (a-i-u-e-o | ka-ki-ku-ke-ko i tak dalej).

Nie jest żadną trudnością poznanie kany – do nauki znaków mogę polecić również przyjemną aplikację KanaFree, która wiele ułatwiła mi w zapamiętaniu.

A SŁYSZAŁEM O TYCH ZNAKACH

Jeśli ktoś zna podział alfabetu w Japonii, to na pewno słyszał o kanji. Jest to zmora, która wywołuje straszną panikę wśród obcokrajowców, rozpoczynających naukę. W końcu jest ich prawie pięćdziesiąt tysięcy! Warto jednak zaznaczyć, że wielu z nich już się nie używa i do sprawnej komunikacji zdecydowanie nie trzeba wykuć ich wszystkich – nawet rdzenni Japończycy nie znają ich w takiej liczbie.

Bez kanji jednak nauka nie istnieje. Są one integralną częścią języka i wbrew pozorom nie sprawiają wiele trudności. Najprostsze znaki zawierają się w innych, powtarzają, zmieniają małe detale, więc o ile nauczymy się sprawnego pisania ich – zgodnie z zasadami – reszta jest coraz prostsza.

Każdy znak kanji ma minimum dwa czytania: japońskie oraz sinojapońskie, gdyż same znaki mają pochodzenie chińskie. To tylko pozornie brzmi strasznie – musisz wiedzieć, że swojej nauki nie zaczynasz od razu od tych logografów. Kanji to dopiero kolejny etap nauki, więc wiele z czytań już znasz i wiesz w jakich miejscach ich używać.

GRAMATYKA JEST BANALNA

Uczysz się japońskiego? Przecież to taki trudny język! Nic bardziej mylnego i odstraszającego! Po pokonaniu alfabetu nie ma już nic strasznego w języku japońskim. Jest to najbardziej przyjazna gramatyka i konstrukcja na świecie – dwa główne czasy, ich przeczenia oraz coś na kształt „czasu przyszłego” i tyle. Trochę zabawy z partykułami i właściwie możemy rozmawiać. Nigdy nauka języka nie była dla mnie aż tak bezproblemowa i szybka.

SPORO JUŻ UMIESZ!

Polacy urodzili się do nauki japońskiego – mamy podobne miękkie głoski i zmiękczenia, dzięki czemu zdecydowanie łatwiej porozumiewać się nam w tym języku. To wręcz niesprawiedliwe, że na starcie mamy tak łatwo!

Nie od dziś też wiadomo, że oglądanie filmów w danym języku ułatwia sprawę. Tak, anime też pomaga – informacja dla prawdziwych pasjonatów.

Japoński okazał się strzałem w dziesiątkę, którego się nie spodziewałam. Odnalazłam w sobie nową pasję i zapał do pracy. Nauka szła przyjemnie, rok zakończyłam tłustą piątką i mam ochotę na więcej. Jestem już pewna, że nie porzucę tego języka.

Zmieniłam Twoje podejście do japońskiego? Może Ty też masz w planach naukę takiego nietypowego języka albo już się jakiegoś uczysz? Podziel się tym niżej i pamiętaj o śledzeniu mnie na Instagramie (wol_al), bo właśnie jestem w Londynie, szukając między innymi podręczników do nauki mojej nowej pasji!

  • Patrysja Hasmik Mero

    Moim drugim ojczystym językiem jest Ormiański xx

    BirthofFashion883.blogspot.com

  • http://czerwony-piach.blogspot.com/ Vessna Storiae

    Cóż, z tego, co mi wiadomo, japoński jest (lub był) na drugim miejscu jeśli chodzi o łatwość nauki. Też zaczęłam od anime, też się zajarałam – na bardzo długo. Hiraganę miałam wkutą jeszcze zanim poszłam na zajęcia, sensei był szczerze zdziwiony :). Rok w zasadzie przebimbałam, jak to ja – czegoś się wcześniej nauczyłam, coś mi weszło na lekcji, było wręcz genialnie. Jeśli mnie pamięć nie myli, to po drugim roku (a może to było dwa i pół? chyba tak) zdałam N5 i byłam z siebie tak dumna, że chciałam iść dalej.
    Nie chcę cię zdemotywować, ale powiem wprost: to, co się wydaje po pierwszym roku i to, co mówią wszyscy wokół (znaczy się ci, którzy cokolwiek wiedzą o tym języku, bo reszta, jak słusznie zauważyłaś, pyta „i te krzaczki czytacie?!”, ew. „a po co ci ten chiński?” – ech…), że dwa czasy, że gramatyki nie ma – słusznie, nie ma. Jest pamięciówa. Kana – do zapamiętania, kanji – do wykucia, słówka, standardowo – do nauczenia się na blachę, morfemy – także i – moje ulubione – konstrukcje gramatyczne na wszystko. Także do wyuczenia się na pamięć. Jeśli ktoś normalnie radzi sobie z zapamiętywaniem słówek w innych językach – to w japońskim odnajdzie się świetnie (mam nadzieję, że jesteś taką osobą ;)). Jak dla mnie słówka to zawsze była kula u nogi – i okazało się, że z japońskim też sobie nie poradziłam.
    Zrezygnowałam gdzieś po czwartym roku, z tego, co pamiętam, zniszczyła mnie forma potencjalna (aż mnie skręca na samą myśl) i natłok kanji, którego nie byłam w stanie na bieżąco ogarnąć.
    Z filmów nigdy nie zrozumiałam ani słowa, książek bez kanji też nie szło czytać. Dla porównania – włoski, który straszy gramatyką, już po roku pozwolił mi oglądać filmy z ładnym dubbingiem, hiszpański (ponoć łatwiejszy) po dwóch. Albo to może ja działam jakoś na odwrót, sama już nie wiem.
    Chciałabym jednak zakończyć pozytywnie – czego się dowiedziałam przez te lata i jakich cukierków spróbowałam (szczególnie obrzydliwe były te słone, bleh), to moje :). Motywacji starczyło mi na pięć długich lat, czego i tobie życzę – i żeby poszło ci lepiej, niż miało to miejsce z moim życiu. W końcu kraj piękny, język także (niech mi tu ktoś tylko powie, że cing ciang ciong, to łeb urwę), więc uczyć się warto, chociaż dla poszerzenia horyzontów – to akurat udało mi się zrobić, o pewną wiedzę jestem bogatsza, szczególnie wiedzę lingwistyczną (nawet jeśli nie przełożyła się bezpośrednio na poznanie języka), która przydała mi się na studiach do uciszania panów doktorów opowiadających o azjatyckich językach, nie mając przy okazji pojęcia o żadnym z nich. I to chyba najpiękniejszy aspekt mojej nauki ^.^

    • http://www.ludzka-sokowirowka.pl/ Aleksandra Wolińska

      Wow, dzięki za tak wyczerpujący komentarz! Ja zdecydowanie jestem strasznie pamięciową osobą – niezależnie od przedmiotu, potrafiłam szybko wszystko przyswoić i raczej siedzi mi to w głowie. Na razie z zapamiętaniem kanji nie było problemów, więc cicho liczę, że dam radę tak dalej 😉
      Szkoda, że zrezygnowałaś po tylu latach z tego języka, ale zdecydowanie masz rację – co się dowiedziałaś to Twoje, bo taka wiedza zdecydowanie poszerza horyzonty 😉

      • http://czerwony-piach.blogspot.com/ Vessna Storiae

        Skoro tak, to z pewnością dasz sobie radę przez tyle czasu, ile męczyłam się ja – a może i dłużej. Japoński nie jest łatwym językiem, ale z takim zapałem można przecież zdziałać naprawdę wiele.
        Rezygnacji może i szkoda, ale, w gruncie rzeczy, od tamtej pory nauczyłam się trzech innych języków, więc nie ma aż tak bardzo czego żałować. No, może troszkę tego, że nie mogę sobie włączyć anime w oryginale, bo i tak niewiele rozumiem :).
        Tobie życzę w tej kwestii więcej szczęścia :).

        がんばって!

  • http://healthylifeconnoisseur.blogspot.com/ Healthy Life Connoisseur

    Najgorzej zacząć, hehe

  • http://bedekims.pl bedekims.pl

    Też od zawsze uważam, że japoński jest trudny – głównie przez hiraganę, katakanę itp. no wiem z czym to się je, bo koleżanka się uczy.. Dla mnie to czarna magia i podziwiam Cię, że jednak się za to wzięłaś. Oby Ci motywacji nie zabrakło, ale skoro tak świetnie Ci idzie, to pewnie nic się nie zmieni, poza tym że będziesz w tym lepsza i lepsza :)

  • odrobinaraju.pl

    Ciekawie i dobrze, że masz jakąś pasję, zainteresowanie czymś co jak by to ująć – nie jest normalne :) Ponieważ kto wymyśla aby uczyć się jakiegoś japońskiego? Ja uważam to za piękne, że chciałaś i swoje takie marzenie wcieliłaś w życie. Kiedyś miałam tak z językiem francuskim, sądzę że dalej bym go chciała umieć i się uczyć, w tym rozwijać. gdyby nie fakt że miałam go przez 4 lata w swojej szkole jako przymus i wymóg. Z mojej chęci do niego z biegiem każdego semestru nic nie zostało… Okropna nauczycielka która nic nie umiała porządnie wytłumaczyć i powoli, moje braki ciągnęły się niewytłumaczalnie zagrożona będąc co rok. Moją chęć do tego języka przemieniła w koszmar. Dalej uważam że jest to najpiękniejszy język słyszany. Ale już do niego nie wrócę… Nie ma takiej opcji. Cieszę się z Twojej determinacji, jest ona piękna. Niby robię co chcę, niby jestem ambitna i pełna zapału, no ale chyba nie do wszystkich rzeczy… moim kamieniem milowym jest forma i zadbanie o ciało-potocznie ćwiczenia, oraz szlifowanie j.angielskiego. Tak powszechnego więc powinien być jak ojczysty, dla każdego znany w szerokim pojęciu, a tak nie jest. Uważam aby uczyć się nowego języka, wziętego z kosmosu trzeba umieć najpierw podstawowe. Pozdrawiam :)

    • http://www.ludzka-sokowirowka.pl/ Aleksandra Wolińska

      O i Twoje ostatnie zdanie przypomniało mi jeszcze jedno – angielski wiele ułatwia w nauce japońskiego. Mają oni strasznie dużo zapożyczeń, więc wiele rzeczy da się nawet strzelić w słownictwie i można mieć rację 😉
      Dziękuję bardzo za Twoje słowa i trzymam kciuki – może wrócisz jeszcze do francuskiego. Nauka samodzielna czasami wychodzi nam nawet lepiej 😉

  • http://mycarlow.blog.pl/ MyCarlow Blog o County Carlow

    Ja nie mam kompletnie zdolności językowych :( od najmłodszych lat uczyłam się francuskiego – dziś bez możliwości praktyki nic z tego nie pamiętam. Teraz jestem prawie 2 lata już w Irlandii a mój angielski nadal jest na poziomie basic. Najlepszym i najprzyjemniejszym sposobem nauki jest dla mnie oglądanie filmów w danym języku, tak jak napisałaś, i słuchanie kursów na YT. Nietypowym językiem dla mnie jest irlandzki, a co dopiero japoński :) Życzę dalszych sukcesów w nauce.

    • http://www.ludzka-sokowirowka.pl/ Aleksandra Wolińska

      Dla mnie francuski był dość trudny, uczyłam się dwa lata, ale teraz już nic nie pamiętam właściwie – trochę podstaw. Bez praktyki to jasne, że się zapomina, niestety 😉
      Moja siostra cioteczna mieszkała w Wenezueli, gdy szła do pierwszej klasy podstawówki i musiała nauczyć się płynnie mówić po hiszpańsku – udało jej się to, ale teraz – po tylu latach – nie potrafi nic już powiedzieć 😉

  • http://headdivided.pl/ Head Divided

    Fajna ta Twoja historia! Dziękuję za podzielenie się nią, przyznaję, że dotychczas też myślałam, że japoński to trudny jezyk :) Nie mówiąc już o tym, że nie sądziłam, że mamy predyspozyjc do nauki go poprzez miękkie głoski i zmiękczenia.
    Powodzenia z dalszą nauką!

  • Marta Kozian

    Podziwiam Cię! Ja kiedyś na kolonii miałam lekcje japońskiego, ale dla mnie to czarna magia 😉

  • http://www.wyszydelkowana.pl wyszydelkowana.pl

    Świetna sprawa z tą nauką japońskiego, nawet nie wiesz, jak ci zazdroszczę. Ogromna szkoda, że nie mam talentu do nauki języków obcych.

  • http://aleksandrakaliszan.com/ Ola

    Mój chłopak uczył się japońskiego i uwielbia wszystko, co japońskie, dzięki temu wiedział dlaczego pociąg w Tokyo sie spóźnia i potrafił podziękować za pyszny ramen, a ja się tylko uśmiechałam. Powodzenia! Tęsknię za Japonią!

    • http://www.ludzka-sokowirowka.pl/ Aleksandra Wolińska

      Byłaś w Japonii? Strasznie zazdroszczę! Jak było? :)

      • http://aleksandrakaliszan.com/ Ola

        Świetnie i pysznie, polecam! Chaos pomieszany ze sterylnością, brak znajomości angielskiego, cudowna kuchnia i zabawne dziwadła na każdym kroku :)

        • Ertix Poke

          E tam dziwadła. Chciałbym żeby u nas tak było. :) Dla mnie kultura Japonii jest już czymś oczywistym, i raczej mało co potrafi mnie tam zaskoczyć.

  • http://ksiazkowewyliczanki.blogspot.com/ Magda Barwińska

    Dziękuję Ci za ten tekst! Mam bardzo podobnie podejście do Japonii jak Ty, początki fascynacji, liczne książki o historii tego kraju. Nigdy jednak nie zaczęłam nauki języka, choć parokrotnie o tym myślałam. Myślę, że Twój tekst mocno mnie zmotywował :)

    • http://www.ludzka-sokowirowka.pl/ Aleksandra Wolińska

      Mam nadzieję, że spróbujesz, bo naprawdę warto – zwłaszcza jeśli interesujesz się tym krajem 😉

  • http://www.krzywaprosta.pl/ Joanna M.P.

    „Polacy urodzili się do nauki japońskiego” – podziałało mocno na moją wyobraźnię. Może kiedyś i ja się skuszę na japoński :)

  • http://miedzystronami-agrey.blogspot.com/ Kinga Pacak (Amelia Grey)

    Jednym z moich pomysłów na studia były języki skandynawskie. Niestety nie wyszło, ale pozostała we mnie chęć do nauki takich mało popularnych języków. Po Twoim poście przekonuję się bardziej do japońskiego. Kto wie…

    • http://www.ludzka-sokowirowka.pl/ Aleksandra Wolińska

      Gorąco polecam, warto spróbować! 😉

  • http://krasnoludkiprzysterach.pl Hai Le

    Ja uczę się chińskiego, który również w praktyce okazuje się o niebo łatwiejszy niż popularne wyobrażenie o nim.

  • http://ęą.blogspot.com/ Maną

    Bardzo przyjemna przygoda z tego co piszesz. Jednak nie podchodziłabym tak lekko do mówienia, ze japoński jest dla Polaków niemal idealny. 😉 Mimo wszystko pewne zawiłości językowe i kulturowe są ciężkie do przeskoczenia, a gramatyka daleka od naszego choćby nieszczęsnymi „dwoma” czasami. Co nie znaczy, że nie da się go płynnie nauczyć! Da jak najbardziej 😀 I każdego zmotywanego do nauki zachęcam jeszcze bardziej. :) Sama też miałam roczną przygodę z japońskim i mimo, że niewiele pamiętam, to wspominam ją bardzo dobrze. A z nietypowych języków ostatnio kusi mnie ukraiński, więc może jak znajdę chwilkę to spróbuję. :)

  • Adam

    Znam tylko angielski i troche niemiecki.
    Dlugo myslalem na jakie studia jezykowe isc, rozwazalem nawet japonistyke i sinologie. Stanelo na skandynawistyce, co – ku mojej przykrosci ze zmarnowanego czasu – okazalo sie niewypalem.
    Z japonskiego mam gdzies na polce kurs Assimila, ale nawet do niego nie zajrzalem – przerazaja mnie alfabety i koniecznosc zapamietywania rysowania kazdego znaku.
    A w sumie, gdzie ja sie porywam na japonski, gdy samodzielna nauka niemieckiego po dlugiej przerwie idzie mi fatalnie :-/